O miłości, do miasta

To była taka miłość, która zdarza się na 3 godziny przed odlotem samolotu. Wszyscy znamy to z melodramatów. Ona już oddała bagaże. Pije kawę. Zaraz będzie miała odprawę. On jedzie tą taksówką, i to nie po ulicach, a po chodnikach. Taranuje pieszych i stragany z warzywami. Rozjeżdża staruszkę, a w międzyczasie z klombów zrywa bukiet kwiatów. I stoi w korku, kiedy ona wchodzi po schodach, wyjmuje sprzęt elektroniczny, wyrzuca płyny, zdejmuje paski i obcasy…  Ale wtedy on wbiega i krzyczy Zostań ze mną. I THE END. Ona zbiega, całują się i chuj z bagażem, który obleci pół kontynentu, zanim wróci na Balice. Ale to nie do końca tak  było.

Ona wysłała pudła z rzeczami na wieś, co potrzebniejsze rzeczy powysyłała kurierem, a pod pachą miała tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Samolot odlatywał za dwie godziny, a ona jechała autobusem z urokiem Królowej Elżbiety machając ręką miastu, w którym spędziła ostatnie 4 lata.

I on siedział w tym autobusie. Patrzył na nią z oczu tej pięciolatki, która ściskała poręcz, żeby nie stracić równowagi na zakrętach, kiedy gapiła się na płoty za oknem. Patrzył z oczu matki tej pięciolatki, która chciała jak najszybciej posadzić tyłek na wolnym siedzeniu, gdyby tylko ktoś jej ustąpił miejsca. Mrużył oczami kierowcy, co jak każdy kierowca nosił wąsy i mrużył brwi, gdy ktoś zajeżdżał mu drogę, a w duszy krzyczał kurwa, ty szmaciarzu! jak jeździsz?  I jak babina, która siedziała pod oknem i wracała o tej porze jak co dzień do domu zrobić obiad, a ze był wtorek to wracała od urologa z receptami dla męża. Patrzył i z oczu tego chłopaka, co nasunął na uszy niebieskie słuchawki, a w zbyt dopasowanych spodniach chował rękę i myślał o tym, że jutro po wykładzie małe piwko, a wieczorem afterek po piwku, a następnego dnia zamiast śniadania beforek. Patrzył i z tych ludzi, którzy jak ona pilnowali walizek stojących obok ich butów, chociaż w głowach mieli już rożne inne rzeczy. Ta starsza siwa para cieszyła się, bo tu tak ładnie, ale znowu dobrze ze już do domu. Ten jeszcze skacowany chłopak w oczach ciągle miał cycki tej małolaty, co je obmacywał na przystanku nad ranem po nocy w Cubano.  

I wtedy pomyślała, ze ona to kocha to miasto jednak. I nie, że zobaczyła swoje cycki w oczach tego chłopaka, chociaż może mijali się gdzieś przy kolejce do baru. I pomyślała wtedy, że może mogłaby tu zostać jeszcze na chwilę. Gdyby przebukowala bilet, albo w ogóle z niego zrezygnowała i wsiadła z powrotem do tego autobusu, to może wszystko zmieniłoby się na lepsze. Mogłaby wrócić do starego mieszkania, no co z tego ze klucze ma już ktoś inny. Chociaż znalazłaby nowe mieszkanie. Bardziej jasne i przestronne i w końcu na pierwszym piętrze, bo zawsze lepiej mieszkać wyżej w razie, gdyby powódź była w miećcie. I prace mogłaby znaleźć jakąś nową, bo w sumie szukanie szło jej całkiem nieźle. Po co to znowu tłuc się po świecie, żeby uciekać przed samą sobą, której na imię teraźniejszość. Tutaj mogłaby dalej planować, a to przecież wychodziło jej najlepiej. Wreszcie po co zmieniać adres na nowy, skoro pod stary wysyłają listy wszyscy zakochani, więźniowie akwizytorzy i komornicy. Chociaż ten komornik jak będzie chciał, to wszędzie ją znajdzie, a przynajmniej jej konto.

Wsiadła do tego samolotu. A samolot spadł zaraz zanim wystartował. Zbyt dużo bagażu powiedzieli w Wiadomościach. Przeszłość waży zbyt dużo.

 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s