O Porto bez portu

Już za chwilę, w kolejnym odcinku telenoweli „Jakie Porto jest piękne” dowiecie się jak okafelkować ładnie dom i który proszek wygrywa w plebiscycie na najbardziej rybny proszek świata.

Wszyscy blogerzy i globtroterzy rozpisują się, że w Porto to pachnie praniem, że proszki do prania sprzedają tutaj w promocyjnych sześciopackach, że pralki to ulubiony pojazd Portugalczyków, a pranie jest najlepszą ozdobą fasady w każdym szanującym się domu. I wyobraźcie sobie, że na mnie wszyscy się uwzięli i pochowali te pranie do komórek. Przez 10 godzin  żadnego prania,  ani kawałka skarpetki nawet. Nigdy w życiu nie zawiodłam tak mojego aparatu, jak tego dnia. Bo tutaj w Porto zawsze tak robią w soboty: wywieszają pranie albo wieczorem, albo na drugi dzień rano, żeby w niedzielę domy wyglądały bardziej odświętnie. A na przedmieściach to prania się w ogóle na zewnątrz nie wyciąga. Biedne gnije gdzieś w suszarniach albo w łazienkach. Żadnej radości nie przynosi przecież taki szybki program, kiedy nie można się pochwalić przed sąsiadkami nową pościelą w maki czy majtkami w koronki we wszystkich kolorach. Uwaga na zdjęcia, bo zawierają niecenzuralne części garderoby! I tutaj wszyscy segregują pranie, nikt nie wrzuca kolorów, białego i czarnego do jednego bębna. Jakim cudem udało mi się je w końcu przyłapać? Bo jak ktoś chce  przyjechać do Porto na pranie, to tylko na Stare Miasto. A gdzieś między schodkami, na krętych uliczkach, gdzie ulicami rządzą dzieciaki, pachnie proszkiem do prania i smażoną rybą. Morskość sama w sobie.

 

Gdy pranie się chowa, nie zostaje turyście nic innego, jak pstrykanie zdjęć azulejos. I ja mogłabym mieszkać w każdym z tych kafelkowanych domków. Azulejos powinny być jak nazwa wskazuje niebieskie, ale nie zawsze są. Królewska błękitna krew i specjalna technika barwienia… no lepiej słucham oczami niż uszami, więc nie pamiętam co mówiła dalej przewodniczka. Wyglądają jak puzzle, i albo są to zwykłe kafelki z abstrakcyjnymi kwiatkami i listkami, albo już grubsza układanka ze szczegółami. Największe wrażenie robią na pewno te, pod którymi wszyscy robią sobie selfie z historią Portugalii na Dworcu Estação São Bento.

A ja gdybym miała być kafelkiem, to byłabym taką żółtą kostką z zielonym oczkiem i czarnymi kącikami. Bez żadnej niebieskości. Bo żółty to kolor zazdrości i złośliwości, a taka jestem.

Młodzi ludzie nie mają cierpliwości do układania kafelków, dlatego też kwitnie tutaj street art w najlepszej formie. Z resztą sam burmistrz co raz wskazuje graficiarzom, które mury mogą pomalować, żeby życie było bardziej kolorowe.

I teraz będzie historia o opuszczonych budynkach. Porto żadnej wojny w ostatnich latach nie przebyło, a mnóstwo domów jest opuszczonych, albo żyją tam kocury i mewy (czy mewy mogą mieszkać w budynkach?).  Z resztą kto ma tam mieszkać, skoro młodzi uciekają za pracą.

Od kiedy miasto trafiło na listę UNESCO bardzo trudno jest kupić sobie taką hawirę, bo trzeba trzymać się restrykcyjnych norm dotyczących renowacji. I może to i dobrze, bo chociaż puste budynki są smutne, to pięknie się starzeją. I każdy z nich ma swojego opiekuna – anioła, którego malują lokalni artyści – oczywiście nic o nich więcej nie powiem (usłyszałam, tylko końcówkę historii opowiadanej przez przewodniczkę).

I chodzi tu nie tylko o budynki w ścisłym historycznym centrum, ale także na przedmieściach, czy na drugim brzegu rzeki w Villa Nova de Gaia. To miasteczko wygląda naprawdę jak miasto widmo. To ze wzgórz Villa Nova de Gaia można zobaczyć Porto w całej okazałości. Niektóre budynki mają dookoła łąki i pastwiska, gdzie sobie brykają owce czy kozy. A jeszcze inne przejęły bandy dzikich kotów, co to sobie siedzą i patrzą całe dnie na mijanie. Takie to fajne miasto!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s