O Drogie Oslo…

Miałam sen. Piękny sen. Byłam w Norwegii i było mnie stać na wszystko. I całe szczęście, ze się obudziłam, bo co to za Oslo, gdzie można sobie pozwolić na szast-prast pieniędzmi.

Landscape

Oslo jest drogie. Drogie bardzo. Kiedy patrzysz przez szybę na bułki w sklepie i przełykasz ślinę z echem, bo to ojej już pora obiadu, dzielisz cenę obok na dwa, a następnie liczysz ile bułek zjadłbyś za to w Polsce, i przypominasz sobie jakbyś był za to najedzony, to pierwotny instynkt głodu przegrywa z instynktem skąpstwa i przetrwania, i decydujesz się odejść spod tych szyb do piekła i zjeść suchy makaron z amore-pomidore. Podobnie jest ze spędzaniem czasu w Oslo zanim otworzysz jeszcze usta z pytaniem o cenę biletu, one same zacisną się mocniej w odpowiedzi: Nie stać mnie. Chociaż po chwili reflektujesz, jednak stać Cię, i to na wiele więcej. Bo najlepsze w Oslo jest to, że można się tutaj nudzić, a nuda to wcale nic złego.

Landscape

  • Promowanie

Najlepszą inwestycją jest bilet dobowy na komunikację miejską za całe 90 koron. Można za to wozić dupsko po całym Oslo. Autobusy i tramwaje są takie jak wszędzie. Ludzie na przystankach, ludzie na siedzeniach, drzwi otwierają się, gdy tramwaj się zatrzyma, kasowniki, kierowcy prowadzący tramwaje – no nic nienormalnego. Z resztą całe to Oslo można spokojnie przejść na nogach. Ale na wyspy się już wpław nie dopłynie. Tylko dwóch rzeczy zazdraszczam Oslowczykom (mieszkańcom Oslo): promu i wysepek w zatoce. Hovedoya, Lindoya, Bleikoya i inne, których nazw nie jestem w stanie poprawnie przeczytać.

Landscape

StreetStreetStreet

Gdy zaczyna się weekend wszyscy Oslowczycy świata pakują koszyki z jedzeniem, dziecięce zabawki i potrzebne leki i wypływają do tych wysypek motorówkami lub tramwajem wodnym, i zaraz potem pan Bjorn idzie do swojego chabrowego domku, pan Vidar do cytrynowego, a pan Knut do malinowego.

Landscape

Landscape

Repeatability

Landscape

Domki są stare, małe i mają porządnie przystrzyżone trawniki, na których taki Knut, Vidar czy Bjorn wieczorem siądzie do kolacji. I mogłabym każdego dnia mieszkać w jednym z takich domków, patroszyć ryby, przewieszać doniczki czy moczyć nogi z kaczkami. Jakby mi się znudziło to patrzenie na tą wodę, w końcu jestem człowiekiem z lądu, który wodę ogląda tylko kiedy deszcz spadnie, pływałabym tym promem do miasta i z powrotem, i jeszcze raz, i drugi, koniecznie na przodzie promu (jak w Titanicu).

  • Moczenie nóg na dachu Opery

Opera im się udała. Co tam muzyka. Na dachu Opery można robić najfajniejsze rzeczy na świecie.

Landscape

Można się opalać, jeśli słońce się pojawi. Można zjeżdżać na rolkach, deskorolce czy rowerze z góry dachu i wypróbowywać czy hamulce są wystarczająco mocne, żeby nie wyrypać się do wody. Można spacerować i wspinać się, tylko koniecznie patrząc pod stopy, stopnie są tak sprytnie ukryte, że wystarczy chwila zagapienia i guz na czole albo złamany palec u stopy gotowy.

StreetStreet

Zaraz po drugiej stronie zatoki, w części zwanej Tjuvholmen jest Muzeum Sztuki Współczesnej. Bardzo łatwo tu trafić, na lewo z promu i w stronę zegara. Po drodze mija się restauracje-nie-na-każdą-kieszeń, spacerowiczów, sklepy. Cała zabudowa bardzo przemyślana, nic nie jest nie na miejscu.  Drewno, cegła, kamień, drewno, szkło, drewno, cement, drewno – wszystko to zgrabnie łączy nowoczesność, wielkomiejski polot, skandynawski chłód z elementami natury. Trochę jak wyrzeźbiony przez architekta las. Deptak wieńczy miniplaża, właściwie drewniany pomost. I tutaj jest na czym oko zawiesić. Bo jak się komuś nie chce jechać na wyspę, czy wylegiwać na dachu Opery to może tutaj się popluskać, poopalać i popodglądać. Na szczęście dla Norwegów, w lipcowy weekend przywiozłyśmy ze sobą z Polski słońce i 26 stopni (i były to jedne z najcieplejszych dni tego lata)  a niech mają.

StreetStreetStreet

  • Wizyta w McDonalds

Jeśli tak jak ja. z wycieczek szkolnych najlepiej pamiętacie zwiedzanie McDonaldsa w towarzystwie Happy Meala to  Oslo Was nie rozczaruje. Fastfoody w Norwegii to odosobniony przypadek antopologiczny.  Hamburgery nie są tu serwowane z łososiem –  info dla wszystkich, którzy oczekują skandynawskiej super eko wersji. Ceny są niewiele wyższe, około 2 –  3 euro za cheeseburgera, ale jest to ciągle najtańszy ciepły posiłek, który można zjeść, nie wilczając przywiezionych z Polski sosów. Nie ma tu przesiadywania na tapicerowanych fotelach przy czystych stolikach z tackami w dłoniach, bo każdy posiłek spożyty na miejscu to dodatkowe kilka koron więcej do kanapki. Trzeba koniecznie tuptać nogami, nawet kiedy kolejka się nie przesuwa, w inaczej można przykleić i nie odkleić się od podłogi. Siku w toalecie to  fast-siku, w pozycji lecącego Małysza, w kolejce trzeba swoje oczywiście odstać, ale tylko po to, żeby jak najszybciej stamtąd uciec nie dotykając niczego.

City

  • Park dla dzieciobójców

Można odnieść wrażenie, że Gustav Vigeland miał za dużo wolnego czasu. Zrobił jakieś 800 rzeźb przedstawiających ludzi i poustawiał je w ogromnym parku. I bam! W Oslo jest bezpłatne miejsce, gdzie można sobie zrobić mnóstwo sweetfoteczek. Posągi przedstawiają wszystko co ludzkie i nieobce. Zjadają dzieci, kręcą nimi dookoła głowy, trzymają za pięty, popychają się, przyciągają, walczą, tańczą, uprawiają sporty, uprawiają seks, płaczą, cieszą. Apoteoza ludzkiego życia. Podsumowaniem jest centralny posąg, statua opleciona ludzkimi sylwetkami, które podążąją do nieba. Vigelandsparken to jedno z typowych miejsc dla turystów, które można sobie zostawić na następny raz, chyba, że ma się ochotę teraz, zaraz wrzucić coś na instagrama. To też jedno z lubianych przez Oslowczyków miejsc, którzy rzucają tu frisbee lub grillują.

City

  • Wikingowskie oczęta

Nie ma w Oslo dzieł sztuki bardziej wartych zobaczenie niż te, które można spotkać na ulicy. Bjorny, Knuty, Olafy, Andersy. Błękitne oczy, stalowe oczy, zimne oczy. Mają w sobie pewną dostojność, rumiane policzki i brody. Mimo, że topory zamienili na torby i plecaki, a stery statków na uchwyty w tramwajach, to ciągle można rozpoznać w ich twarzach siejących postrach Wikingów. Zakwasy na szyi gwarantowane. Poniżej typowy Harald na promie.

Dogs

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s