Tam, gdzie zatrzymują się samochody

Ze stopem było tak, że mama mówiła, że to niebezpieczne, tata zabraniał, w telewizorze gadali, że mordują, porywają na narządy i kradną. Mamie powiedziałam, że jadę na tydzień, tacie, że sobie lecę, a w telewizorze i tak by o tym, nic nie wspomnieli.

Landscape

Jak miałam 10 lat pierwszy raz jechałam tirem. Autobus z Białej w wakacje nie dojeżdżał z powrotem do Dokudowa. Kupiłam sobie pomarańczowo-zieloną sukienkę, a moja siostra biało-czerwoną. Obie oczywiście ukwiecone. Dojechałyśmy z mamą do wioski obok i jakiś większy samochód dostawczy zatrzymał się i podrzucił nas bliżej domu. Pamiętam, że nikt nie machał ręką i nie miał kartki, i że było wysoko. I, że był to też dzień końca świata. Od wtedy zaczęło mnie ciągnąć do ciężarówek. Do tego stopnia, że wyobrażałam sobie, że mój tata jeździ taką i w wakacje jeździmy sobie po Europie. Było super (w moich marzeniach oczywiście, bo tato pracował na kolei).

Dzieckiem byłam dosyć dzikim, jak na dziecko lasu przystało. Byłam też dzikim młodym człowiekiem, i dorosłym też nie jestem bardziej śmielszym. Potrafiłam wracać z autobusu, który nie dojeżdżał do mojej wioski pieszo przez godzinę, chociażby zatrzymywali mi się ludzie, których twarze znałam. Pierwszy raz przeżyłam, gdy byłam już na studiach. Kolejne wakacje z rzędu pojechałam do Siennicy Różanej na Akademię Reportażu. Były te same zajęcia co rok wcześniej, więc zastanawiałam się co tu ze sobą zrobić. Jednego dnia poszłyśmy zobaczyć ruiny zamku w Krupem. Próbowałyśmy złapać jakieś auto, które podrzuciłoby nas z Siennicy, ale po takich wiejskich drogach jeździ co najwyżej listonosz motocyklem. Przeszłyśmy z 9 kilometrów, zobaczyłyśmy ruiny i stwierdziłyśmy, że pora wracać na obiad, który jest za pół godziny, więc stanęłyśmy na poboczu machając łapoma do przejeżdżających aut. Jakieś dostawcze auto podrzuciło nas na jakieś skrzyżowanie z drogą donikąd. Poszczęściło się nam i coś w tą drogę skręciło. To była jakaś łada, a w środku siedziało trzech czterdziestolatków z wąsem, którzy, po tym jak się rozsiadłyśmy w aucie upewniając się, że jadą do naszej destynacji, zapytali czy się nie boimy, że się zatrzymają tutaj w tym lesie i nas zamordują, (hahaha) lub czy się nie boimy, że nas gdzieś wywiozą. No miny muszę przyznać miałyśmy nie najspokojniejsze. Panowie sobie żarciki robili bardzo nieśmieszne jak na tamtą porę życia. Zastanawiam się czy teraz, gdybym trafiła na mordercę i usłyszała od niego taką frazę, to czy nieświadomie nie poklepałabym go po ramieniu ze słowami no to dawaj brachu.

Następnego dnia wymyśliłysmy wyścig do Chełma. Było nas cztery, godzina była późnopopołudniowa, a my dzieliłyśmy się na pary na wylotówce, jeśli można tak nazwać skrzyżowanie z drogą na Chełm. Ścigałyśmy się bardzo intensywnie, do drzwi samochodu pewnej pani, która pracuje w Urzędzie Gminy, wracała do Chełma, zobaczyła naszą czwórkę i całą przygarnęła. Z powrotem udało nam się również zabrać całą czwórką z panem, który opowiadał nam historię, o tym jak jego brak znalazł szczątki żołnierza sprzed 70 lat zakopane w lesie. Kolejnego wieczoru podbiłyśmy liczbę uczestników wyścigu do 5 sztuk. I wybraliśmy za kierunek trochę dalej oddalony Zamość. I była adrenalina. I był tir. I byłyśmy pierwsze na obwodnicy Zamościa, chociaż meta była na Rynku. Te kolonijne zabawy napędziły mi bakcyla. Potem doszły podróże do innych miejsc i świat duży i przerażający stał się jakby mniejszy, bliższy i bardziej oswojony.

W lutym siedziałyśmy z Beatką na gorącej czekoladzie w Nowej Prowincji. Deszcz nie padał jak na Bracką przystało, ale czekolada z wkładką rozgrzała naszych wewnętrznych artystów i na jakiejś kartce rysowałyśmy mapę Europy obmyślając, gdzie to możemy pojechać w wakacje. Byłam już stęskniona za Bałkanami, od przeprowadzki do Krakowa nie udało mi się tam wrócić. Marzyło mi się Skopje, najbardziej inspirujące miasto świata. Koniec końców wylosowałyśmy Bośnię i Rumunię, i że przemyślimy resztę. I na planowaniu skończyłaby się nasza przygoda, gdyby Beata nie zadzwoniła bliżej wakacji. I tak w połowie lipca siedziałyśmy z plecakami na plecach przy jakimś szpitalu w Stalowej Woli, żeby odbyć podróż, która z każdego kciukowicza robi profesora podróżowania. Tak –  to była nasza podróż życia. I okazało się, że mimo tego co piszą w sieci i mówią w radiu, świat jest pełen pięknych i dobrych ludzi. Jeśli nawet nie mają oni pięknych twarzy, a z dobrem mają tyle wspólnego, co mówienie „dobrze”, to nikt temu nie zaprzeczy. I, że mamy dobrych aniołów stróżów. I, że można być wszędzie tam, gdzie wcześniej się brodziło palcem po mapie, bo keine grenzen między krajami, między ludźmi i nawet między nami i rzeczywistością.

Z ciekawych rzeczy, których się nauczyłam było dużo prawdy o mnie samej. Przede wszystkim utwierdziłam się w przekonaniu, że sen mnie kiedyś zgubi i nie dlatego, ze jestem w stanie zaspać na ważne spotkanie. Mogę spać wszędzie. A najgorsze jest to, że usypia mnie jazda. Usypiałam patrząc na pola słoneczników na Słowacji. Spałam jadąc autostradą przez Węgry, nie rozumiejąc, gdzie nas wiozą. Nawet podróż niebezpiecznie drogim autem z niebezpiecznie wyglądającymi gangsterami mnie usypiała. Dowiedziałam się, ze gdybym zatrzymywała samochody jadące ulicą do centrum zamiast truchtania na autobus, wszędzie byłabym na czas i oszczędziłabym sobie nerwów. Nauczyłam się, żeby nie ustawiać zegarka z GPSu, i kiedy zegary w mieście wybijają siedem sygnałów to jest to 7.00, a nie sygnał, że 7. wybije za piętnaście minut jak wskazuje mój wcześniej ustawiony zegarek. Przekonałam się, że jak się czegoś nie chce bardzo powiedzieć, zwłaszcza w obcym języku to to i tak się mówi i zapada wtedy nieznośna konsternacja. I niestety przekonałam się, że takie jechanie uzależnia, nie zaspokaja głodu i, że chce się jeszcze więcej zawsze.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s